Geoblog.pl    spychi    Podróże    Na koniec świata i z powrotem    Przerzut przez granicę
Zwiń mapę
2013
14
maj

Przerzut przez granicę

 
Malezja
Malezja, Melaka
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 36789 km
 
Granicę Singapur-Malezja drogą lądową można przekroczyć na 2 sposoby:

1) Łatwy i wygodny: z Singapuru do Melaki (tam chcemy dziś dotrzeć) jeździ mnóstwo bezpośrednich autobusów, ceny ok $20-25 za osobę (50-60zł), wsiadasz i wysiadasz na dworcu autobusowym, proste.

2) Kombinowany: metrem trzeba się dostać na jakikolwiek autobus miejski jadący na przejście graniczne (głównie linia 170 lub – jak w naszym wypadku – 950). Ta pierwsza jest wygodniejsza, odpada jedna przesiadka. Po przejściu granicy wsiada się właśnie w 170 (może być ten sam bilet z jakiejkolwiek innej linii) i jedzie na malezyjski dworzec Larkin w Johor Bahru. Tutaj od groma przewoźników, co pół godziny można złapać autobus dosłownie wszędzie. Cena do Melaka: 19 RYM (ringgit malezyjski do polskiej złotówki 1:1). Cała ta impreza zabiera tyle samo czasu, trochę więcej chodzenia ze skorupą na plecach, ale wychodzi 50% taniej: ok 30zł za osobę. Różnica nie jest powalająca, ale to zawsze jeden nocleg gratis :)

My oczywiście sposób kombinowany. Najpierw metro do Woodlands, tutaj w autobus 950 na granicę. Wysiada się z autobusu do kontroli singapurskiej, później znów w autobus (tym razem już linia 170 – bilet z 950 jest ważny, trzeba go pokazać kierowcy – jeśli go nie masz to trzeba kupić nowy za $1.70!), przejazd może 200-300m na kontrolę malezyjską, wbicie wizy do paszportu bez żadnych pytań i z powrotem do autobusu 170. Bułka z masłem. Jesteśmy w Malezji.

Teraz zakup biletu na autobus do Melaka, padło na firmę Maju, odjeżdżają o godz 16.00, czyli za pół godziny. Bilety po 19 RYM, w środku klima i baaaardzo dużo miejsca na nogi (siedzenia rozkładają się prawie do poziomu!). Nie mamy już gotówki, więc bankomat. Tutaj przykra niespodzianka – żadna z 3 maszyn nie chce nam wypłacić pieniędzy! Nie działa ani karta z polskiego Alior Banku ani angielskiego Lloyds’a. Na szczęście zawsze mamy schowane w każdym plecaku amerykańskie zielone, uratowały nam teraz tyłki. Wymiana $50 w kantorze, kupujemy bilety i wszystko gra. Sytuacja z bankomatami była bardzo dziwna, nigdzie wcześniej nie mieliśmy żadnych problemów. W Kuala Lumpur wypłacałem pieniądze 2 miesiące temu i było git…

Do Melaki jest jakieś 270km. Trasa prowadzi elegancką autostradą rodem z Europy; 2-3 pasy, ruch umiarkowany, nic dziwnego, że na miejsce dotarliśmy w 2 godziny z małym haczykiem. Tutaj szybka orientacja w sytuacji, do Chinatown i centrum miasta jedzie co pół godziny autobus 17, bileciki po 1 RYM. Prosimy kierowcę, żeby dał nam znać, kiedy wysiąść. W porównaniu z Indonezją to bardzo miła odmiana – jest rozkład jazdy, wiesz gdzie i kiedy jedziesz. Autobusów od groma, ceny wypisane, wszystko podane na talerzu, prościzna.

Po 30 minutach jesteśmy w hotelu. Padło na położony 3 minuty piechotą od centrum (Dutch Square) Casa Blanca Guest House prowadzony przez niesamowicie sympatyczną Chinkę Vivienne. Pokoje po 60 RYM z Internetem, klimą, osobną łazienką i… darmowym dostępem do pralki! Idealnie.

Rzucamy plecaki i ruszamy na poszukiwanie jakiejś jadłodajni. Naczytaliśmy się, że to miasto jest mekką jeśli chodzi o malezyjskie żarełko. Kluczymy dobrą godzinę, jest już dość późno, większość miejsc zamknięta na cztery spusty. W ogóle jakoś tak pusto wszędzie… Ostatecznie wylądowaliśmy w ulicznej knajpce, fajny klimat – nie ma menu ani żadnego spisu jedzenia, trzeba wiedzieć po co się przychodzi. Ja zamawiam mie goreng (smażony makaron z mięchem, jajkiem i warzywami), a Li roti canai – malezyjska forma naleśnika, tym razem z bananem. Zjedzone w ekspresowym tempie, za całość z napojami 12 RYM.

Po powrocie do hotelu dowiadujemy się od Vivienne, dlaczego większość miejsc jest zamknięta. W Melaka co weekend organizowany jest ogromny nocny market. Wtedy wszystko otwarte jest do późnych godzin nocnych. Z tego też względu lokale mają wolne między wtorkiem a czwartkiem. Przerwa wypada akurat w dni, które tutaj spędzimy… Do tego wszystkiego jeszcze dochodzi cena piwa, 12-15 RYM za dużą butelkę. Cena w sklepie i knajpie dokładnie taka sama. Oj nieładnie.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (2)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
genek
genek - 2013-05-16 17:53
malezja = drogie piwo , drozsze niz w Singapurze czy Indonezji no ale w AUS bylo drozsze....
luz bedzie w tajlandii - tanie , dobre i ogolnie dostepne praktycznie calodobowo pod warunkiem ze nie w sieci 7/11 tylko u jakiegos prywaciarza
 
spychi
spychi - 2013-05-16 17:59
Już się nie mogę doczekać! Dzisiaj w KL odkryłem, że taniej wychodzi 350ml whisky niż 600ml piwko :)
 
 
zwiedził 16% świata (32 państwa)
Zasoby: 131 wpisów131 126 komentarzy126 1123 zdjęcia1123 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
24.04.2013 - 22.12.2017
 
 
28.02.2013 - 18.07.2013