Geoblog.pl    spychi    Podróże    Na koniec świata i z powrotem    Się działo...
Zwiń mapę
2013
03
maj

Się działo...

 
Indonezja
Indonezja, Borobudur
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 34950 km
 
Ciekawe, czy w Indonezji doczekamy takiego dnia, że nie trzeba będzie się zrywać z pianiem koguta. Przecież to miały być wakacje. Dziś pobudka o godzinie 5. Okazało się, że jest autobus do Jepary skąd mamy złapać jutro prom – ostatni wyjeżdża o 17, więc do tego czasu musimy wrócić. Zatem przed godziną 6 zanosimy plecaki do przechowania na recepcję i ruszamy na autobus. Tym razem linia 2A na terminal autobusowy Jombor. Ulice już od samego rana zapchane motorami, jedziemy raczej w żółwim tempie.

Po dotarciu facet wskazuje nam autobus, do którego mamy wsiąść dalej. Jest to zwykły, ledwo trzymający się rupieć kursujący do Magelang. Wcześniej rozeznałem się, że cena biletu wynosi 10.000 od osoby. Najgorsze jest to, że nie mogłem nigdzie znaleźć kanara żeby potwierdzić, a po angielsku nikt nie śmigał. Cennika oczywiście nigdzie nie ma. Trudno. Co się później okazało kanar wskoczył do autobusu dopiero 2 przystanki dalej (wyglądało to jakby zaczął dopiero pracę tego dnia) i zaczął kasować należność za bilety. Podchodzi do nas i twardo woła 40.000. My na to, że nic z tego – doskonale wiemy, że cena jest niższa. Zwłaszcza, że potwierdził to wczoraj Hugo (wspomniany wcześniej Francuz), który jechał do Borobudur wczoraj.

Kanar miał chyba jakieś korzenie faszystowskie, bo zaczął toczyć pianę z pyska i drzeć się na nas, że jak nie chcemy płacić to wypad. Ja z uśmiechem podaje mu banknot 20.000 i mówię, że to za nas dwoje. Pieniędzy nie wziął i poszedł do kierowcy. Trochę zdezorientowani próbujemy zagadać do ludzi w autobusie ile ten bilet naprawdę kosztuje. Pięć osób zgodnie mówi, że 20.000. O co tutaj chodzi? Czyżby wszyscy bali się powiedzieć prawdę? Najgorsze jest to, że widzieliśmy jak szepczą między sobą i się uśmiechają.

Po 5 minutach kanarzyna podchodzi znów i wyciąga rękę po 40.000. No to ja znów mu do podaję 20.000. Ten sam scenariusz: piana z pyska i furia w oczach. Kazał zatrzymać kierowcy autobus i mówi, że mamy wysiadać. Normalnie byśmy wysiedli i złapali coś innego, ale naprawdę nam się cholernie śpieszyło tego ranka. Wyciągam z kieszeni drugi banknot i niestety płacimy podwójną stawkę za bilety… Paranoja jakaś. Widocznie za szybko pochwaliłem podejście ludzi z Jawy do tematu wyciągania kasy od białych turystów.
Tak czy inaczej dojeżdżamy na miejsce. Wsiadamy w rikszę i jedziemy do wejścia. Za rikszę 10.000, trzeba wspierać kolegów po fachu :) Kupujemy studenckie bilety (95.000 zamiast 190.000), opcja z Euro26 jak najbardziej działa. Na wejściu dostajemy też po kawce i wodzie.

Historia Borobudur jest niesamowita. Nie będę tutaj pisać wszystkiego, zachęcam do poszperania w Internecie. Świątynia Buddyjska z IX wieku, składająca się z trzech głównych poziomów, całość w zbudowana na planie kwadratu. Składa się m. in. z 504 posągów Buddy. Budowla porzucona w XIV wieku przez Jawajczyków, kiedy to nastąpiła zmiana panującej na wyspie religii na islam. Zarośnięta dżunglą i pokryta pyłem wulkanicznym była uznawana do 1814 rok za mit czy też ludową legendę. Po jej ponownym odkryciu rozpoczęły się prace restauracyjne. Największe projekty renowacji zostały przeprowadzone w 1975 i 1982 roku przez indonezyjski rząd i UNESCO. Do dnia dzisiejszego nie został odnaleziony żaden piśmienny dowód na to, kto i dlaczego wybudował tę niesamowitą świątynię.

Oprócz świątyni dodatkową atrakcją są… biali turyści. Szkolne wycieczki proszą co chwilę o pozowanie do zdjęć. Zauważyłem nawet dwóch jegomości w koszulach, których interesowały tylko młode turystki. Co chwilę prosili o fotkę inną osobę :) Nam udało się uciec od tego szaleństwa – nikt poza nami nie chodził w tej części świątyni, która położona była w pełnym słońcu.
Ilość płaskorzeźb i detale powalają z nóg. Po dokładnym przyjrzeniu się z bliska człowiek zadaje sobie pytanie – ile czasu musiało zająć wybudowanie tak wielkiego obiektu ponad 1100 lat temu. I jak właściwie tego dokonano? Pewnie kosmici pomogli z tym i owym, jedyne logiczne wytłumaczenie :)

Teren świątyni opuszczamy ok godziny 11. Popełniliśmy straszny błąd strategiczny – po raz pierwszy pojechaliśmy gdziekolwiek z dwoma niemalże rozładowanymi bateriami w aparacie. Na szczęście do tragedii nie doszło. Wyjście znów przez labirynt straganów. Jedzenie, figurki, okulary przeciwsłoneczne, koszulki, czego dusza zapragnie. Dziś znów upał z piekła rodem, nie ma czym oddychać. Trafiamy z powrotem na autobus. Akurat kierowca i kanar (inny niż poznany rano) siedzieli na krawężniku i palili papieroska. Na nasze pytanie po ile bilety, słyszymy znów, że 20.000/os. My na to, że niemożliwe – rano były po 10.000. Chłopaki coś poszemrali między sobą i odpowiedzieli, że cena to 30.000. Czyli jednak! Schemat naciągania turysty jak najbardziej działa. Wybuchliśmy z Li śmiechem i zgodziliśmy się na 25.000. Panowie kiwnęli głowami i wchodzimy do autobusu. Do Jombor jedziemy prawie godzinę, tutaj zmiana na miejski i po kolejnych 20 minutach jesteśmy na miejscu.

Szybki obiad i trzeba ogarnąć bilety na autobus do Jepary. Idziemy do agencji turystycznej przy naszym hotelu. Nazywa się Cakra, właścicielem jest niesamowicie pogodny i uczynny człowiek imieniem Irwan. Po kilku telefonach okazało się, że biletów na bus o 17 już niestety nie ma. Ręce nam opadły… Irwan stanął na rzęsach, zadzwonił jeszcze w kilka miejsc, wyszperał swój stary notes i znalazł jeszcze inną firmę przewozową. Dzwonimy – są 3 ostatnie miejsca na mini bus o 23.00, cena 80.000 (27zł) od osoby, wszystko pasuje idealnie. Irwan za całą akcję nie chciał ani grosza, pobiegłem chociaż po duże piwko do sklepu. Piwko każdy wypić wieczorem lubi :) Polecamy serdecznie jego usługi, facet naprawdę jest fantastyczny i wie co robi. Do tego perfekt angielski co stanowi miłą odmianę.

Pozostało nam jeszcze przejść się odebrać bilety. Spacerek ok 30 minut i wszystko załatwione. Nie chciało mi się wracać na pieszo, więc namówiłem Lidzię na powrót autobusem. Niestety pomyliłem linie, co przełożyło się na godzinną jazdę w korkach. Nie ma tego złego – przynajmniej zwiedziliśmy sobie Yogyakartę. Na koniec odbieramy jeszcze pranie. Pani wyprała, wysuszyła i ładnie poskładała 3kg ciuchów. Za usługę 12.500 rupii (4zł).

Zgłodnieliśmy strasznie, czas coś wrzucić na ząb. Podczas kolacji poznajemy parkę bardzo sympatycznych Polaków – Ines i Błażeja, których bardzo serdecznie pozdrawiamy – właśnie kończą swoją podróż po Azji, która przebiegała w odwrotnym niż nasz kierunku.
Odbieramy plecaki z hotelu i kierujemy się do centrum handlowego na kawkę i Internet. W ramach nagrody za tę całą bieganinę od rana zamawiamy po filiżance Kopi Luwak. Lidzia rusza w poszukiwaniach nowej bluzeczki, a ja siadam do uzupełniania bloga, bo przez ostatnie 3 dni nie było na to czasu.

Po 21 zbieramy się powoli na autobus. Ulice Yogyakarty w piątkowy wieczór przypominają jeden wielki festiwal. Grajkowie, uliczni artyści, wszędzie pełno ludzi, riksze, klaksony motorów, szaleństwo jakich mało. Fajnie było usiąść z boku i popatrzeć na to wszystko.
Koniec końców docieramy do biura Day Trans Travel. Zgodnie z planem o 23 wsiadamy do autobusu i ruszamy w drogę. Nawet nie pamiętam kiedy wyjechaliśmy z miasta, musiałem widocznie zasnąć w ciągu kilku minut. To był naprawdę intensywny, pełen wrażeń dzień…
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
wiza do Indonezji
Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna wiza do Indonezji. W Geoblogu możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę wizy do Indonezji, oferujemy najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.
Zdjęcia (13)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (4)
DODAJ KOMENTARZ
adajurekispolka
adajurekispolka - 2013-05-05 19:32
Trzeba było sobie skuter wynająć taniej by było ;)
Przepłaciliście trzeba było twardo dać mu kasę i niech spada.
 
adajurekispolka
adajurekispolka - 2013-05-05 19:32
Trzeba było sobie skuter wynająć taniej by było ;)
Przepłaciliście trzeba było twardo dać mu kasę i niech spada.
 
Dudkin
Dudkin - 2013-05-07 09:21
No taka podróż to jednak ciężka robota :). Ale wspomnienia jakie będą. Pozdrowienia
 
mirka66
mirka66 - 2013-05-17 20:34
Ale piekne swiatynie.:)
 
 
zwiedził 16% świata (32 państwa)
Zasoby: 131 wpisów131 126 komentarzy126 1123 zdjęcia1123 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
24.04.2013 - 22.12.2017
 
 
28.02.2013 - 18.07.2013