Geoblog.pl    spychi    Podróże    Na koniec świata i z powrotem    Chciwość ludzka nie zna granic
Zwiń mapę
2013
25
kwi

Chciwość ludzka nie zna granic

 
Indonezja
Indonezja, Besakih
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 34280 km
 
Dziś kolejny dzień jeździmy z naszym kierowcą, tym razem trasa biegnie bardziej na wschód wyspy. Na pierwszy ogień pola ryżowe w miejscowości Tegalalang. Indonezyjczycy są bardzo cwani albo bardzo chytrzy – za wjazd do wioski każdy turysta musi zapłacić 5.000 (2 zł). Pola ryżowe bardzo fajne, tylko że… są to najzwyklejsze pola ryżowe, jakich pełno na Bali! Mijaliśmy ich po drodze wczoraj dziesiątki i jakoś nikt nas nie kasował za przejazd. Pewnie większość z Was powie, że mi odbiło burząc się o 2zł. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że turyści z Niemiec, Australii, Japonii nauczyli miejscowych, że za wszystko trzeba płacić. Nawet jeśli jest to bardzo efektowne wizualnie pole ryżowe.

Teraz 2 świątynie. Pierwsza to Gunung Kawi. Prowadzą do niej dość długie schody, całość położona jest nad małą rzeką. Efektowne rzeźbienia w skałach, wygląda to jak zaginiona świątynia z Indiana Jones. W dodatku oprócz nas nie ma prawie wcale turystów, maksymalnie może 10 osób. Cisza i spokój. Przy wyjściu liczne stragany. Lidzia wypatrzyła komplet małych miseczek z łyżeczkami zrobiony z kokosowej łupiny. Zaczynami targowanie, sprzedawczyni startuje od 150.000, my od 50.000 i po kilku minutach Pani pakuje w gazetę całość kupioną za 65.000 :) Coraz bardziej nam się ten zwyczaj zbijania ceny podoba.

Druga świątynia oddalona jest o 10 minut jazdy. Akurat dziś Balijczycy świętują pełnię księżyca. W świątyni tłumy – można tutaj przyjechać zamoczyć się w świętej wodzie, symbol oczyszczenia i złożenia próśb/podziękowań do bóstw. Woda wybija ze źródła położonego na centralnym placu. Ścisk niesamowity, do wody wchodzi się tak jak stoisz (mężczyźni mogą ściągnąć koszulki). Lidzia chwyta za aparat, a ja zrzucam sandały, wyciągam telefon z kieszeni i w sarongu ustawiam się z miejscową ludnością w kolejce, zanurzony po pas w wodzie. Na początku kilka osób patrzyło na mnie dziwnie, ale inne białe twarze też zaczęły się dołączać. Udział w rytuale nie jest zabroniony dla osób wyznających inne religie.

Po świątyniach czas na jezioro Batur i górę o tej samej nazwie. Znów ta sama historia – żeby zobaczyć górę trzeba wjechać do wioski i kupić bilet! Mało tego – wszędzie są zakazy zatrzymywania, a widok zasłaniają restauracje. Tak więc chcąc nie chcąc żeby zobaczyć to, na co się wydało kasę na bilet trzeba wejść do restauracji! Paranoja jakaś… Wchodzimy na piwko i sok, góra jak góra, kilka fotek i jedziemy dalej.

Trafimy do świątyni Ulun Danu Batur. Tradycyjnie dla przyjezdnych bilecik. Kobieta przed wejściem chciała mi jeszcze wcisnąć koniecznie chustę na głowę (wypożyczenie 5.000, kupno 20.000). Na moje pytanie: dlaczego? Przecież nie potrzebuję nakrycia głowy, żeby wejść do świątyni… Dziwna dyskusja trwała kilka minut aż w końcu po prostu odeszliśmy. To dzisiejsze wyciąganie kasy zaczyna być niesmaczne. Na miejscu oczywiście żaden kapłan nie zwrócił mi uwagi, ani nie poprosił o założenie chusty/czapki/czegokolwiek na łepetynę… Trafiliśmy akurat na część obrzędu, orkiestra zaczynała koncert. Niesamowite te zwyczaje, tak zupełnie różne od tych, które znamy. Każdy modli się w ciszy, nie ma kapłana, który prowadzi zgromadzenie i klepie w kółko te same regułki. Ludzie przychodzą na tyle, ile mają czasu. A to wszystko pod gołym niebem. Świątynie otwarte są przez całą dobę.

Ostatnim punktem programu jest wulkan Agung i położona u jego zbocza licząca ponad 900 lat Świątynia Matka – Pura Besakih. Od 1995 roku znajduje się na liście UNESCO. W 1963 roku doszło do cudu, erupcja wulkanu zniszczyła okoliczne wioski, ale lawa cudem ominęła kompleks świątynny. Kupujemy bilety przy wjeździe (25.000/os). Podchodzimy z nimi do wejścia a tutaj niespodzianka… nie możemy wejść! Okazuje się, że na teren świątyni nie można wejść bez przewodnika! Co za paranoja, nikt nas przy kupowaniu biletów nie uprzedził. Wynajęcie przewodnika – co łaska, ale jest dziennik z wpisami kto ile zapłacił wcześniej. Tutaj sumy po 400-800tys (130-260zł) za godzinne zwiedzanie… I to w Indonezji, gdzie ludzie zarabiają po $6-10 dziennie, a średnio na życie w ciągu dnia wydają ok $2-3. Powiedzieliśmy, że jesteśmy biednymi studentami z bardzo daleka i czy nie da się z tym czegoś zrobić. Pan z dużym wąsem powiedział, że bez przewodnika się nie da. No to my ostro, że więcej niż 100.000 nie damy, a jak im nie pasuje to do widzenia. Bilety przecież mamy i możemy sobie sami wszystko obejść (tak wcześniej było w każdej świątyni). Odejście od kasy zawsze działa. Ostatecznie dostajemy przewodnika i możemy wejść do środka.

Przez ponad godzinę podziwiamy to niesamowite miejsce. Kompleks jest ogromny, składa się z 22 mniejszych świątyń. W środku biegają psy i koty, na rogach sprzedawczynie oferują chipsy, pocztówki i wodę. Wszędzie w skupieniu modlą się ludzie (widzieliśmy nawet buddystów), w powietrzu unosi się zapach kadzideł i kwiatów. Centralna pagoda Pura Penataran Agung jest niesamowita. Widok po wejściu na świątynne schody rozciąga się na prawie całe Bali. Widać wybrzeże Jawy, Lombok i wyspy Gili. Miejsce jest absolutnie niepowtarzalne i piękne. Nasz przewodnik był bardzo miłym starszym panem. Łamanym angielskim opowiedział nam naprawdę dużo, pokazał historyczne zdjęcia i wytłumaczył dlaczego w niektórych częściach tej świątyni mogą modlić się tylko wyznawcy hinduizmu. Po zakończonym oprowadzaniu magia prysła – chcieliśmy dać mu napiwek, ale on nas wyprzedził i… SAM O NIEGO POPROSIŁ!!! To już naprawdę jakaś makabra. Ludzie wierzący w karmę sami proszą się o pieniądze… Chore, chore, chore. Chcemy wierzyć, że to bieda ich do tego zmusza, a nie zakorzeniająca się chciwość. Wszystko sprowadza się do pieniędzy. Nawet w raju, jakim jest Bali.

Źli jak osy wracamy do naszego kierowcy. To zagranie zepsuło nam cały dzień. Wszyscy tylko patrzą jak wysępić od Ciebie kasę. Baba, która na siłę wciska ci nakrycie głowy, facet inkasujący od białego człowieka siano za wjazd do wioski, nie można nawet stanąć i popatrzeć na jezioro bez płacenia!!! CO SIĘ Z LUDŹMI DZIEJE ?!?!?!

Dzień kończymy w Tulamben. Mała wioska, w której nie ma nic innego oprócz marketu i licznych resortów nurkowych. Będziemy tutaj 3-4 dni. Jutro z samego rana zaczynamy kurs Open Water Diver.

PS.
Chorą sytuację z Besakih opisał bardzo fajnie Łukasz Kędzierski na swoim blogu, polecam zajrzeć: http://www.lkedzierski.com/indonezja/bali-pura-besakih/ okazuje się, że cały proceder ściągania kasy z turystów jest NIELEGALNY.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
wiza do Indonezji
Wybierasz się tam? Będzie ci potrzebna wiza do Indonezji. W Geoblogu możesz ją zamówić z dostawą do domu! Zobacz cenę wizy do Indonezji, oferujemy najniższe stawki pośrednictwa w uzyskaniu wiz.
Zdjęcia (18)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (10)
DODAJ KOMENTARZ
BPE
BPE - 2013-04-27 20:18
tak....to jest przykre...
 
genek
genek - 2013-04-27 23:20
moj komentarz jest taki: albo kombinujesz i wchodzisz na rympal lub bokiem by cie nikt nie widzial za darmo albo bulisz jak faszysci czy skosy. Nie popieram żebrania o litosc na studenta czy Polaka... ewentualnie moze byc falszywa legitymacja , podrobiona pieczec lub grupa wycieczkowa i domaganie sie nienaleznej ulgi. Nigdy żebry na biednego studenta z Polski!!! My dalismy przewodnikowi 20.000 i po 3 min powiedzielismy ze juz swoje zarobil i moze podbierac nastepnych.. Besikah zwiedzalismy sami..
 
genek
genek - 2013-04-27 23:29
komentarz nr 2: w Nowej Zalandii bulilo sie o wiele wiecej i sie cieszylo że sie buli. w Indonezji placi sie grosze za o wiele wiecej i sie narzeka. W NZ Besikah kosztowaloby 150 dolarow NZ od osoby.....czyli 5 - 8 razy tyle co na Bali . i nikt nie wpadl by na pomysl by powiedziec ze jest biednym studentem z Polski...by nie placic....
 
genek
genek - 2013-04-27 23:40
komentarz nr 3: moze kiedys poczujemy sie Europeiczykami i jak gosc z Bali czy z Jawy ktory omylkowo po kolorze skory wezmie nas za Europeiczyka i zazada od nas podobnej kasy jak od Niemca czy kalifornijczyka to sie nie obruszymy ze przecie my nie Niemcy czy jankesi tylko biedne Polaki a uznamy to za standard, przecie tez balijczyk nie wie o tym ze u nas przez ponad 40 lat byl komunizm... wie tylko ze bialy=kasa
 
spychi
spychi - 2013-04-28 05:02
Oj widzę, że to bardzo źle odebrałeś.

Po pierwsze: kto tutaj mówi o żebraninie? Szczerze to wisi mi to czy wstęp kosztuje 100 czy 500tys rupii albo $50 czy $150. Chodzi o fakt, że jeśli "co łaska", to "co łaska" i tyle. A nie nagle cennik z kosmosu. To jak u nas w Polsce: sakrament "co łaska", ale nie mniej niż 500zł.

Po drugie: jeśli już wiesz jak kształtują się ceny w danym kraju, to płacisz do nich adekwatnie, a nie tyle ile ktoś chce z Ciebie zedrzeć. Jeśli w AUS czy NZ czy gdziekolwiek indziej wejście kosztuje $100 to płacisz tyle. Jeśli na Bali możesz obejrzeć każdą ze świątyń za 20-60 tyś to tyle się płaci.

Po trzecie: chcieliśmy obejrzeć Besakih sami - nie chcieli nas wpuścić, pomimo faktu że 3 minuty wcześniej kupujesz bilet wstępu! I to jest właśnie paranoja i pazerność, jakiej (moim zdaniem) uczy biały turysta. Bo ma kasę. Ale to nie znaczy, że KAŻDY musi dać się naciągnąć.

Po czwarte: fakt, że akurat jesteśmy z PL i powiedziałem, że jesteśmy studentami nie ma tutaj nic do rzeczy. Czy jesteś z PL, Niemiec, Wlk. Brytanii czy USA, dla ludzi w Azji to nie ma żadnego znaczenia. Tak jak napisałeś; biały = kasa.

Po piąte: w Sydney do opery też weszliśmy jakoś "na studenta" za 1/3 ceny i nie widzę w tym nic złego. Wejście z podrobioną legitymacją, a zapytanie z uśmiechem czy "studenci" mogą wejść taniej chyba jest jednym i tym samym, co nie?
 
spychi
spychi - 2013-04-28 05:13
Ostatnie: Absolutnie nie narzekam, że trzeba płacić. Zgadzam się, że to samo w NZ mogłoby kosztować 5x więcej. Ale tam jest jasne - wejście kosztuje X i koniec. W Besakih kasują ci bilet, patrzą w twarz z uśmiechem i mówią że nie pozwolą wejść dalej jak nie weźmiesz przewodnika... Wole dać starszej kobiecie na ulicy 2 x więcej za ciastka, czy napiwek kierowcy który przez 10h woził mi dupsko i naprawdę zasłużył, niż cwaniakom w świątyni, którzy chcą ściągnać z ciebie 10x więcej niż się należy.
 
adajurekispolka
adajurekispolka - 2013-04-28 06:58
Jeśli chodzi o indonezje polecam http://adajurekispolka.geoblog.pl/wpis/177413/indonezja-jak-nie-dac-sie-oszukac-czyli-bialy-czlowiek-to-milioner
 
adajurekispolka
adajurekispolka - 2013-04-28 07:00
W NZ jest to samo tylko że cennik jest z kosmosu. Gdyż wejście do Hobbita kosztuje 130 NZD i wszyscy z uśmiechem bulą.
 
spychi
spychi - 2013-05-02 05:59
PS.
Chorą sytuację z Besakih opisał bardzo fajnie Łukasz Kędzierski na swoim blogu, polecam zajrzeć: http://www.lkedzierski.com/indonezja/bali-pura-besakih/ okazuje się, że cały proceder ściągania kasy z turystów jest NIELEGALNY.
 
Ad Vocem
Ad Vocem - 2013-12-04 21:40
"Widok po wejściu na świątynne schody rozciąga się na prawie całe Bali. Widać wybrzeże Jawy, Lombok i wyspy Gili."
Bzdura!
Nie widać stamtąd ani wybrzeża Jawy (bo w linii prostej to ponad 120 km), ani Lomboku i Gili (bo stojąc na schodach Pura Besakih widok na wschód całkowicie przesłania wulkan Gunung Agung).
 
 
zwiedził 16% świata (32 państwa)
Zasoby: 131 wpisów131 126 komentarzy126 1123 zdjęcia1123 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
24.04.2013 - 22.12.2017
 
 
28.02.2013 - 18.07.2013