Geoblog.pl    spychi    Podróże    Na koniec świata i z powrotem    Południowa wyspa
Zwiń mapę
2013
24
mar

Południowa wyspa

 
Nowa Zelandia
Nowa Zelandia, Nelson
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 22310 km
 
Nowy system grzewczy zastosowany przez nas (czyt. gruba kołdra pod tyłkami, potem dopiero karimaty i śpiwory) sprawdził się znakomicie. W końcu śpimy w koszulkach i krótkich spodniach, nie marzniemy, jest git. Dziś pobudka o 5:45, transformacja naszej sypialni w pokój dzienny i jedziemy na prom. Wellington o tej godzinie w niedzielę rano jest kompletnie puste, na ulicy zaledwie kilka samochodów (głównie taksówki). Co ciekawe – po drodze mijamy coś na kształt happeningu: ludzie biegają wkoło wyznaczonej trasy już od… wczoraj. To samo miejsce mijaliśmy poprzedniego dnia ok godz. 19 i wyglądało to identycznie jak teraz. Ciekawe…

Odprawa przed promem bez problemu. Nasza rezerwacja przesunięta z piątku jest w systemie i czeka na nas. Prom całkiem fajny, choć dużo mniejszy niż ten kursujący na trasie Dover-Calais. Rejs do Picton trwa 3.5h, na pokładzie jest darmowe wi-fi, wiec można poplanować sobie co nieco (jak się później okazało prędkość tego wi-fi wołała o pomstę do nieba, po prostu Trzeci Świat…)

Picton okazało się bardzo przyjemnym małym miasteczkiem. Tankujemy samochód (tym razem spalanie wyniosło… 7.5l/100km z klimą! Jestem w szoku.) i jedziemy na obiad – skoro rybacka mieścina to nie może się obejść bez ryby i frytek. Cena super, za 2 porcje płacimy $12. Całość dostajemy zawinięte w GAZETĘ (!), tak w gazetę, tradycyjny sposób pakowania ryby i frytek, którego niestety w Londynie już nie doświadczysz. Z pysznym obiadkiem jedziemy na punkt widokowy nad miastem. Słońce praży, wiatru nie ma, aż chce się posiedzieć na ławce i dobrze zjeść.

Po drodze do Nelson (gdzie dziś nocujemy) zaliczamy jeszcze Marlborough Sounds. Kręte górskie drogi, dobry asfalt, można trochę poszaleć ;) Lidzia pstryka niezliczoną ilość zdjęć, widoki są cudowne. Gęsto zalesione górskie zbocza, zupełnie inne niż te na północnej wyspie.

Do Nelson zostało nam jeszcze jakieś 120km, po drodze zaliczamy lody i kawkę. W Nelson znajdujemy swoje miejsce parkingowe – plac pod średniej wielkości parkiem na obrzeżach miasta, z dostępnym prysznicem i toaletami. Całkiem fajnie, choć miejscówki z poprzedniej nocy nie przebija. Po kolacji siadamy trochę nad mapą i planujemy mniej więcej trasę. Wychodzi nam zarys na kolejne 14 dni (jeszcze przez 15 mamy auto więc 1 dzień w zapasie, 09.04 lecimy do Australii) i około 2300-2500km do zrobienia. Pewnie nie raz się to zmieni, ale chociaż już wiemy mniej więcej co i gdzie chcemy zobaczyć.

Plan na jutro: wyjechać jeszcze przed świtem i dotrzeć w okolice Fox Glacier / Franz Josef, gdzie znajdują się lodowce o tych samych nazwach. Do zrobienia prawie 450km, więc o godzinie 21 grzecznie kładziemy się spać :)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (6)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
mirka66
mirka66 - 2013-03-27 13:41
Fajny domek w aucie.My mamy na dachu auta namiot.Tez jest fajnie.
 
 
zwiedził 16% świata (32 państwa)
Zasoby: 131 wpisów131 126 komentarzy126 1123 zdjęcia1123 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
24.04.2013 - 22.12.2017
 
 
28.02.2013 - 18.07.2013