Geoblog.pl    spychi    Podróże    Na koniec świata i z powrotem    W końcu na spokojnie...
Zwiń mapę
2013
21
mar

W końcu na spokojnie...

 
Nowa Zelandia
Nowa Zelandia, Mangahuia Stream
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 21937 km
 
Karimaty spisały się super, dziś jesteśmy wyspani i wypoczęci jak niemowlęta. W nocy było dość zimno, nad ranem ok. godz 8 było 5 stopni. Ciekawe zjawisko – kiedy kładliśmy się spać Lidka była ubrana w bluzę i miała ładnie zaczesane włosy. Rano zastałem Ją w zimowej czapce i kilku dodatkowych warstwach. Ja za to spałem bez skarpetek ;P

Na szczęście w ciągu pół godziny wyszło słońce i pokazało swoją siłę. Ogarnęliśmy się w miarę szybko, śniadanie zjedzone i teraz do McDonalda na kawkę i darmowe wi-fi. Wypadało by odezwać się do Rodziców na skype. Niestety na miejscu przykra niespodzianka. Owszem, Internet śmiga ale niestety skype jest zablokowany bo nie można się żaden sposób połączyć. To nic, jeszcze będzie okazja. Korzystając z kolejnych uroków cywilizacji (czyt. sklepów z ciuchami) Lidka kupuje sobie nowe spodnie. Później śmigamy poleżeć nad jeziorem Taupo, zrobiło się naprawdę gorąco.

Jezioro jest imponujące, w Internecie czytamy, że zajmuje powierzchnie większą niż Singapur. Wszędzie pływają łódki i kajaki, widok jak z filmu o jakimś amerykańskim górskim miasteczku. Znajdujemy całkiem fajne miejsce, smarowanie kremem bo słońce aż parzy i 2 godziny laby. To jest to! Szkoda było tylko trochę Lidki, bo w pewnym momencie jej sandał wzbudził ogromne zainteresowanie u kaczek, które akurat wyszły z wody na trawkę. Lidka jak to Lidka, na widok zbliżającej się kaczki zareagowała z charakterystycznym dla siebie stoickim spokojem. Ach znów ta żyłka na czole :)

Wracamy do miasta na obiadek. Dziś nawet dobry kebab serwowany przez prawdziwych Turków. Teraz czeka nas 120km jazdy do parku narodowego Tongariro. Tam jutro mamy zamiar przejść szlakiem Tongariro Alpine Crossing, prowadzącym przez aktywny wulkan. Trasa na 7-9 godzin więc zapowiada się fajnie. Po dotarciu na miejsce dowiadujemy się, że w październiku 2012 miała miejsce erupcja i część wulkanu nadal pozostaje aktywna sejsmicznie. Dlatego też część trasy jest zamknięta, trzeba wejść i zejść tą samą ścieżką. Trochę szkoda, ale fajnie że w ogóle będzie można poszwendać się po górach w Nowej Zelandii.

Nocujemy na jednym z dwóch dostępnych kampingów w parku narodowym. Cisza, strumień, gwiaździste niebo i wulkan 10km dalej. Lidzia już chrapie, ja też idę spać bo: A) bateria w laptopie padnie za 8 minut B) musimy wstać o 5.30, żeby załapać się na miejsce parkingowe przy wejściu na szlak. Miejsc jest tylko na 60 samochodów, kto pierwszy ten lepszy. Jeśli nam się nie uda, to trzeba zaparkować przy wjeździe do parku i na szlak udać się płatnym autobusem. Budzik ustawiony, tak więc dobranoc. Jutro śpimy w hostelu :)

PS. Dziś pękło nam 1000km w NZ. Chyba całkiem niezły wynik jak na 4 dni zwiedzania.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (9)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
pamar
pamar - 2013-03-22 08:22
Dawno Was nie było na geoblogu. Fajnie, że nadrobiliście zaległości, bo bardzo przyjemnie się czyta blog tak zgranego małżeństwa :)
 
 
zwiedził 16% świata (32 państwa)
Zasoby: 131 wpisów131 126 komentarzy126 1123 zdjęcia1123 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
24.04.2013 - 22.12.2017
 
 
28.02.2013 - 18.07.2013