Geoblog.pl    spychi    Podróże    Na koniec świata i z powrotem    Dziś już na spokojnie ;)
Zwiń mapę
2013
13
mar

Dziś już na spokojnie ;)

 
Niemcy
Niemcy, Berlin
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1542 km
 
Do Paryża nie pojechaliśmy... w ostatniej chwili Rafał znalazł idealnie połącznie Lufthansy z Berlina, wylot 6.40, w Paryżu jesteśmy 8.25. Wszystko git, lot do Kuala Lumpur dopiero o 12.00 wiec czasu na lotnisku aż nadto. A i cena (jak na Lufthansę) przystępna: 250 euro za 2 osoby za lot rezerwowany 12 godzin przed odlotem. Plan brzmi idealnie!

Do Berlina docieramy nad ranem bez żadnych problemów, szybka odprawa i już lecimy. Od razu w kimono, wrażenia dnia poprzedniego dają się we znaki. W Paryżu lądujemy o czasie... ale nie możemy wyjść z samolotu! Śnieżyca z wczoraj nieźle tutaj narozrabiała, stanowisko które zostało przydzielone Lufthansie po prostu zamarzło (temp powietrza dziś w okolicach -8 stopni). Czekamy na nowe stanowisko... 10 minut... 25 minut... GODZINA... trochę to nieciekawie wygląda, bo Malaysian Airlines nie będzie na nas czekać, a zegarek pokazuje prawie 10.00.. robi sie nerwowo, ale jakoś udaje nam sie wydostać. Sprint po bagaże, których... NIE MA. To jest jakiś koszmar. Awaria systemu rozdzielania bagażu na lotnisku, nic nie działa od 8 rano...Jesteśmy już poważnie zdesperowani - decyzja zapada: bagaż zgłaszamy jako zagubiony przez Lufthanse, teraz sprintem do odprawy na lot do Kuala Lumpur tylko z bagażem podręcznym, w którym na szczęście zawsze mamy zapas świeżej bielizny,dokumenty i pastę do zębów :)

Dotarliśmy, godz 11.30. Uffff... Tutaj brawa należą się Lidzi w 100% bo na jej maślane i nieszczęsliwe oczy dał się złapać naiwny kierownik lotu i odprawaiono nas omijając GIGANTYCZNĄ jeszcze kolejkę. Jednak moja Żona ma w sobie to coś - mnie ten sam facet zbył (2 minuty wcześniej) mówiąc, że nic się nie da zrobić. Stara prawda: gdzie diabeł nie może, tam babę pośle! Zaraz wchodzimy na pokład, bagaż może jakoś dotrze do Auckland, może nie. Tym będziemy się martwić później. Teraz tylko wsiąść do samolotu i w końcu lecieć!

Ale nie tak łatwo - bardzo szybko okazuje się, że z samolotem coś jest nie tak i naprawa potrwa do godz. 13-14. W sumie spoko, można coś wrzucić na ząb i chwilkę odsapnąć po tym porannym stresie. W międzyczasie może plecaki się znajdą i polecą z nami.

Godzina 14.00 - lot z powodów technicznych zostaje przełożony ponownie na godzinę 16.00. Kolejna błyskawiczna decyzja - nie mysląc wiele, cofamy się do punktu zagubionego bagażu, może czegoś się dowiemy... Tutaj niespodzianka - są nasze plecaki! Co jednak z tego, skoro Malaysian nie ma ich w systemie, a odprawa już zakończona i nie można ich w żaden sposób nadać. Wywalamy wszystkie płynu powyżej 100ml i na przypał z powrotem do hali odlotów. Niech ochrona robi co chce, wniesiemy te plecaki ze sobą! Tak więc obladowani w 2 bagaże "podręczne" pędziemy na złamanie karku bo na osi już 15.20... Żeby było śmieszniej z kieszeni po drodze wypada mi bilet na lot Kuala Lumpur - Auckland, ale na szczęście szybko zauważyłem jego brak, leżał sobie spokojnie na dywnie 25m za moimi plecami... Ach te nerwy.

Kontrola, wbiegamy cali spoceni i czerwoni, nikt nic nie mówi - chyba nasza determinacja powaliła Francuzów na łopatki bo grzecznie pomagają nam się rozpłaszczyć ze wszystkiego i przejść kontrolę. Jest dobrze. Teraz tylko trzeba przekonać kierownika lotu, żeby wziął torby do luku albo pozwolił nam je wziąć na pokład.

Facet okazał się naprawdę ludzki. Wcześniej już z nim rozmawialiśmy o naszej sytuacji więc mniej więcej wie o co chodzi. Na nasz widok z bagażami machnął tylko z uznaniem głową i zgodził na wniesienie 12 kg plecaków (bez płynów) na pokład jako bagaż podręczny. Widać Lidka naprawdę gościa rozpracowała :)

Wszystko wygląda najlepiej jak może. Szczęśliwi, spoceni, śmierdzący potem opadamy na fotele. Jakieś 400 par oczu czekających na opóźniony lot przygląda nam się albo z podziwem albo przerażeniem - w sumie to ciężko stwierdzić, ale nic nas to nie obchodzi. Jako jedyni zadowoleni z opóźnionego lotu, dowiadujemy się o nowej godzinie odlotu, tym razem jest to godzina 18.00 - widać naprawdę coś się schrzaniło w SuperJumbo (A380). Szymon uderza w kimę na nadzwyczaj wygodnej podłodze :)

O godzinie 18.30 już wszystko jasne - dziś nie polecimy. Usterka naprawdę poważna i przekladają nam lot na jutro 9.30. W sumie nie najgorzej, będzie można się porządnie wyspać i najeść na koszt przewoźnika. Minusem tego wszystkiego był fakt, że organizacja hotelu i transferu do niego zajęła bardzo dużo czasu. Dotarliśmy do niego dopiero po 23. Strasznie dużo wrażeń jak na ostatnie 2 dni. Kolejny odwołany w naszej "karierze" lot... Czyżby do 3 razy sztuka? Zobaczymy jutro. A póki co w objęcia Morfeusza, bo wstać trzeba jakoś o 5... Dobranoc!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (2)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (1)
DODAJ KOMENTARZ
genek
genek - 2013-03-15 20:50
zapowiada sie bardzo ciekawie :) powodzenia. Śniegi faktycznie zasypały Europę
 
 
zwiedził 16% świata (32 państwa)
Zasoby: 131 wpisów131 126 komentarzy126 1123 zdjęcia1123 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróże
24.04.2013 - 22.12.2017
 
 
28.02.2013 - 18.07.2013